Znam tę rodzinę.
Nawet bardzo dobrze.
Nie będę ukrywał, to moja rodzina.
A wnętrze to, jak żadne inne zna jej losy.
W czasie remontu zaczęło ono zdradzać
dawno zapomniane sekrety,
było jak maszyna czasu
z łuszczącymi się wspomnieniami
sięgającymi coraz głębiej w przeszłość.
Żółty – gdzieś około roku 1970,
pomarańczowy – 1958 i dalej,
aż po szarość tynków końca lat trzydziestych.
I oni.
Gdy panował pomarańczowy najstarsi mieli
dwadzieścia lat.
Najmłodsza pamięta jedynie biel końca wieku,
łatwo schodzącą
pod wpływem ciepłej wody.
<< >> Spis FOTOGRAFIE: Wstęp Tryptyk tatrzański